niedziela, 21 sierpnia 2016

Gotowce z paczki i słoiczka.

Hmmm... no tak myślałam i myślałam co by tutaj napisać no i o czym.
Wpadłam na pomysł, że co nie co powiem o gotowcach z paczki lub słoiczków.

Budyń - z paczuszki gotowy tylko do mleka i mamy coś do zjedzenia, ok czemu nie tylko pod warunkiem, że nie jest z cukrem. Normalny zwykły budyń sam proszek, jeżeli macie ochotę śmiało możecie po niego sięgnąć. Ja ogólnie lubię kombinować ze smakami, więc najczęściej robię sama. Jednak, gdy tego czasu mam na prawdę mało idę do sklepu i kupuje gotowy. Żyję po nim i mam się dobrze.

Kisiel- tak samo jest z kisielem jak z budyniem nie ma innej reguły. Normalny bez cukru można sobie zjeść, chyba że ktoś tak samo jak ja lubi wariacje smakowe i przygotowuje sobie sam.

Garaletka - co do tego cuda to tak, można dorwać ją bez cukru na dziale dla diabetyków. I po taką sama ja sięgam. Wyznaję zasadę to ja rządzę dietą, a nie dieta mną. Mam ochotę to bez przesady, od czasu do czasu można sobie zjeść.

Ketchup- jem i kupuje z SYMBIO ketchup BIO. Ten normalny składem mnie przeraża, jak biorę zwykły pojemniczek i zaczynam czytać etykietkę to włos się jeży na samym początku, a co mówić dalej. Normalne powszechne ketchupy są tak napakowane cukrem, że szok.

Musztarda- akurat co do niej jakoś nie fisiuję za bardzo, biorę normalną z półeczki i tyle najbardziej smakuje mi rosyjska albo sarepska z firmy kamis.  Rzeczą jasną jest fakt, iż nikt chyba całego słoiczka nie je na raz, zazwyczaj jest to łyżeczka góra dwie zależy jeszcze do czego ją dodajemy. Ja akurat lubię sałatki z dodatkiem musztardy.

Majonez- No i tutaj się zaczyna cyrk, ostatnio na instagramie zadałam pytanie: ,, Majonez light czy zwykły" Odpowiedzi tak mi zrobiły masło z mózgu, że zgłupiałam. Większość osób jest zdania zresztą ja również, że najlepiej kupić sobie zwykły majonez i rozrobić go z jogurtem naturalnym. Jednak również spotkałam się z opiniami, że light jest dobry, i że nawet dietetycy niektórzy go polecają. Tak więc co osoba to inna opinia. Ja light kupiłam raz na spróbowanie i jednak zostaję przy zwykłym z jogurtem.

Sosy- na runku jest masa różnych sosów od spaghetti po ciemne pieczeniowe z torebeczki, czy jakies musztardowe, czosnkowe itp. Ja tak wolę zrobić sama sobie sos czy do spaghetti czy do mięsa lub czegoś innego. Wiem co dodaję tym samym wiem co jem. Dodatkowo zawsze zrobię tak, aby był mniej kaloryczny i bardziej zdrowy niż ten ze sklepu.




Pieczywo. Jeść czy nie jeść ?

Witajcie nie dodaję postów codziennie, ze względów czasowych. Ciągle coś robię, jestem w wiecznym ruchu i dosłownie nie mam kiedy usiąść i coś napisać.
Ostatnio tematy do postów podsuwa mi od jakiegoś czasu dobra koleżanka, a to dlatego, że jakieś 3 tygodnie temu zaczęła swoją przygodę z odchudzaniem i zdrowym trybem życia. Oczywiście wspieram ją, doradzam jej i bardzo bardzo mocno kibicuje w osiągnięciu wymarzonego efektu ja wiem, że jej się uda wierzę w nią. Ale wracając do tematu pytała mnie ostatnio jak to w końcu jest z tym pieczywem można jeść czy też nie.

No i moja odpowiedź brzmi tak ja się nad tym tak nie rozczulam. Konkretna klasyfikacja białe pieczywo odrzucamy bo to zwykła mąka pszenna, puste kalorie nic tylko tuczą. Jak już masz ochotę na chlebek to ciemny najlepiej jak dostanie się na naturalnym zakwasie to już w ogóle będzie cudownie. Ja sama osobiście kupuje chlebek w biedronce z piekarni bagietka pakowany, albo bezpośrednio z piekarni. Czasami zdarzy mi się kupić inny chleb, ale wtedy konsekwentnie spoglądam na tabelkę zawartą na opakowaniu, analizuje składniki i wybieram ten najmniej tłusty, najmniej kaloryczny i ten co ma najmniej cukrów w sobie.
 Ot cała filozofia z tym pieczywem.
 Od czasu do czasu sięgnę również po ciemną bułeczkę wieloziarnistą, fitness, grahamkę, z dynią itp. Zresztą jak można było przeczytać w poprzednich postach, jadam kanapeczki na śniadanie i to nawet często, więc chcąc nie chcąc pieczywo jest mi do tego potrzebne.

Fajną alternatywą jest również pieczywo chrupkie z forfit, również czasem sobie kupuję jak mam ochotę na coś chrupkiego. Przypominam dieta to nie ma być kara dla nas, tylko bodziec do działania, ma nam pomagać w osiągnięciu celu, a nie nas zniechęcać.


Reasumując masz ochotę na kanapkę to ją sobie zjedz tylko z głową max 3 kromeczki, a nie zaraz cały bochenek :)

wtorek, 16 sierpnia 2016

Co chrupać między posiłkami?

Co zrobić, gdy w nieoczekiwanym momencie najdzie nas ochota na coś słodkiego między posiłkami?

Moi drodzy zamiast sięgać bo jakiegoś tuczącego batona lub cukierki, złap się za chrupanie czegoś dobrego.

Wbrew pozorom mamy szeroki dostęp do zdrowych przekąsek.

Migdały: Garść 30 g 172 kcal i 3,9 błonnika pokarmowego, zdrowe tłuszcze roślinne, cenny magnez, wapń i cynk oraz przeciwutleniacz (witamina E) zwalczający wolne rodniki i działający przeciwnowotworowo.

Jabłka: Średnia sztuka to 35 kcal i pektyny ( błonnik pokarmowy), obniżające poziom złego cholesterolu, wspomagają odchudzanie i oczyszczanie organizmu.


Owoce suszone: To zdrowy słodycz i skarbnica witamin oraz składników mineralnych, morele zawierają duże ilości beta-karotenu, śliwki zawierają błonnik pokarmowy niezbędny do odpowiedniej pracy metabolizmu, reguluje pracę jelit, żurawina posiada substancje wspomagające zwalczające infekcje zaś rodzynki cenne antyoksydanty, a figi wapń.


Marchew: 2 średnie sztuki to zaledwie 24 kcal i 3,2 g błonnika pokarmowego, marchew dostarcza również pożądaną dawkę beta-karotenu i witaminy A, która jest cenna dla oczu i pięknej skóry.


Orzechy włoskie: Garść 30 g to 194 kcal oraz wielonasycone kwasy tłuszczowe, 3 sztuki orzechów pokrywają dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka na  kwasy omega-3, które zmniejszają ryzyko chorób serca.


Seler naciowy: Seler naciowy 100 g to 13 kcal  ma dużo błonnika, który przyśpiesza ruchy jelit i przemianę materii.

Grejpfrut: Grejpfrut 100 g to 42 kcal obfituje w potas, magnez i błonnik. Reguluje trawienie i poprawia tempo przemiany materii.


Ogórek: Ogórek  180 g to 23 kcal jest cenny ze względu na związki o charakterze zasadowym, co korzystnie wpływa na trawienie i odkwasza.


ALKOHOL NA DIECIE

Można zauważyć po tytule, czego będzie dotyczył ten post.
Alkohol w diecie.
Powiem wam, że nigdy nie przepadałam za alkoholem i nigdy nie spożywałam go w jakiś ogromnych ilościach. Szczerze to jak dla mnie mógłby nie istnieć i nie ubolewałabym nad tym faktem. Jednak nie będę się rozwodzić na temat moich przeświadczeń, nie o tym miałam pisać.


Często słyszę zdania typu : ,,Przecież jem zdrowo, a nie chudnę i nie widzę efektów"
W tym samym momencie spoglądam na daną osobę i widzę ją z butelką piwka w ręce.
Niestety nie tędy droga. Jeżeli już się decydujesz na 100 % poświęcenie się walce o lepszą siebie lub lepszego siebie.
Spożywany alkohol należy zmniejszyć do minimum.
Wypić można, ale tylko i wyłącznie od wielkiego dzwonu.




Pokażę wam kaloryczność poszczególnych alkoholi:


  • wódka czysta 50ml – 100kcal
  • wódka smakowa 50ml – 130kcal
  • whisky 50ml – 110kcal
  • wino białe wytrawne 120 ml – 80 kcal
  • wino białe półwytrawne 120 ml – 90 kcal
  • wino białe słodkie 120 ml – 110 kcal
  • wino czerwone wytrawne 120 ml – 80 kcal
  • wino czerwone półsłodkie 120 ml – 92 kcal
  • wino czerwone słodkie 120 ml – 115 kcal
  • wino różowe 120 ml – 85 kcal
  • piwo jasne pełne 0,33 l – 230 kcal
  • piwo jasne pełne 0,5 – 350kcal



Przyglądając się tej tabelce możecie zauważyć, że wbrew pozorom alkohol jest bardzo kaloryczny. Pomyślicie przecież jedno piwko nie zaszkodzi, albo mały drink jednak takie myślenie jest okropnym błędem. Piwko do piwka, drink do drinka i uzbiera nam się niezła sumka kalorii, które nic nie wnoszą do naszego sukcesu, a wręcz przeciwnie szkodzą. 


Alkohol na diecie?

Wychodzę z założenia, że jeśli się za coś zabieramy to poświęćmy się temu w 101% .  Jednak jak na każdej tego typu diecie mam dni, gdzie pozwalam sobie na tzw „cheat meala”. Zdecydowanie nie  wybieram alkoholu, bo nie jest mi potrzebny do życia, zdecydowanie wolę zjeść jakiś konkretny posiłek, za którym tęsknię, bądź na którego mam smaka w dniu lenistwa i rozpusty. Jednak jeśli lampka wina, czy jedno piwo jest akurat tym , co Was usatysfakcjonuje, to nie odmawiajcie  sobie na siłę. Wszystko jest dla ludzi, oczywiście w rozsądnych ilościach. Pamiętajcie jednak, że takie
 „cheat meale” nie powinny się zdarzać częściej niż raz na dwa tygodnie. Powiem wam, że w takim dniu zawsze lubię wciągnąć ze smakiem pizzę, zapiekankę, tosty niż zalać się zbędnym płynem, po którym boli tylko głowa i człowiek czuje się jakby dostał obuchem, przynajmniej ja tak mam
.

Co wypić w ostateczności?

Na pewno rzuciło wam się w oczy czerwone winko w tabelce. Jeżeli już macie ogromną ochotę to właśnie ten trunek wam polecam, nie dość, że ma najmniej kcal to jeszcze posiada wiele właściwości zdrowotnych. Jednak jak już pisałam to również jest alkohol i należy z nim ostrożnie się obchodzić.
Czerwone wino zawiera cenne dla zdrowia flawonoidy. Najważniejsze z nich to: katechina, kwercetyna, resweratrol i epigallokatechina. Są to polifenole, wykazujące silne, ale korzystne działanie w obrębie serca i układu krwionośnego.


A jak to jest u was ? Pijecie alkohol, czy może jednak staracie się go unikać ?

Jadłospis :) Poniedziałek :)

Kilka osób pisało do mnie z prośbą, o napisanie jadłospisu jaki mam w wybranym dniu.
Długo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że podzielę się z wami moim menu.  :)
Przedstawiam wam jeden dzień z mojego życia. Oczywiście pomysłów na dania w każdym dniu mam cały zeszyt. Ciężko było wybrać coś ciekawego.

PONIEDZIAŁEK

ŚNIADANIE: 235 Kcal

- Chleb żytni razowy 50 g ( 2 kromki)
- Szynka z indyka 45 g ( 2 plastry )
- Ser żółty Sierpc Królewski Light 20 g ( 1 plaster)
- Pomidor 0,5 sztuki 85 g
- Papryka zielona 4 plasterki


DRUGIE ŚNIADANIE: 105 Kcal

- mleko 0,5% szklanka
- opakowanie budyniu waniliowego bez cukru
- ksylitol według uznania


OBIAD: 415 Kcal

- mięso mielone z piersi indyka 150 g
- makaron spaghetti Sam Mills bezglutenowy 50 g
- pomidory krojone  z puszki 100 g
- przyprawy włoskie


KOLACJA: 133 Kcal

- pomidor 1 sztuka 170 g
- jogurt naturalny zott 75 g ( 3 łyżki )
- odrobinka soli
- kromka chleba razowego 25 g

środa, 10 sierpnia 2016

Zupy

Zostało mi dzisiaj zadane pytanie: ,,Czy na diecie można jeść zupy?"




Odpowiedź brzmi można jeść zupy. 

Zupy sycą, ale nie tuczą nawet na diecie można jeść bez wyrzutów sumienia. Zupa ugotowana na chudym mięsku drobiowym, bądź czystym wywarze warzywnym nie wyrządzi nam żadnej szkody. 
Na przykład porcja zupki jarzynowej dostarcza jedynie 120 kcal. 

Nie radziłabym stosować żadnej zasmażki do zagęszczania, gdyż znacznie podniesie kaloryczność potrawy. Jeżeli jednak lubisz zabielić czymś zupkę polecam jogurt naturalny, tylko pamiętaj o zahartowaniu go przed dodaniem do gorącego wywaru. 
Zupki dostarczają również wiele składników odżywczych, ponieważ w jednym wywarze łączymy wiele zdrowych produktów warzywa, mięso, kasze i zdrowe tłuszcze. 



Lato zamknięte w słoiczku w zdrowej wersji.

Uwielbiam dżemy, soki, kiszonki,itp.
Te tradycyjne robione w domku kojarzą się z dużymi pokładami cukru, bądź soli.
Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by zwykły cukier zastąpić słodzikiem.
Za to sól delikatnie zmniejszyć, bo jednak usunąć sól z kiszonek to raczej nie realne.
Takie cuda zamknięte w małych słoiczkach to idealna opcja do naleśników, omletów, kanapek, obiadów itd.



Kanapeczki na śniadanko.

Prezentuję wam kochani prosty pomysł na śniadanko, a jakże smaczny.
Pewnie was zaskoczę. Mam taką nadzieję.:)
Kanapeczki, niby popularne i mało kojarzące się danie z dietą. Jednak mądre rozplanowanie produktów i  wszystko staje się możliwe. Po co spędzać godziny nad przygotowywaniem jedzonka?
Życie trzeba sobie upraszczać, a nie komplikować.







wtorek, 9 sierpnia 2016

Ziemniaki a dieta.

Wiele osób jest zdania, że ziemniaki i dieta to dwa sprzeczne terminy.
I w tym momencie was zdziwię, bo ja jem ziemniaki kiedy tylko mam na nie ochotę i nic mi w boczki nie idzie. Cała magia tkwi w tym aby robić wszystko z głową i umiarem. Oczywistym faktem jest to, że gdy nałożymy cały talerz ziemniaków i dodatkowo uraczymy je jakimś dodatkiem w postaci sosiku bądź innej polewy, to nic z tych ziemniaków zdrowego i dietetycznego nie otrzymamy.
Ziemniaczki podawane same jedynie z jakimś chudym mięskiem odpowiednio przyrządzonym oraz zdrową suróweczką dadzą nam extra pomysł na obiad.
Myśle, że każdy z nas lubi i ma pod ręką ten produkt. Po co kombinować wystarczy czasem logicznie po myśleć i wyrzucić to co na prawdę nam szkodzi. Sosy doprawiane mąką czy inne wymyślane polewy to zmora, wiele osób dziwi się, że niby z pozoru mała jedzą, a tyją bądź nie mogą schudnąć. Tylko nikt tak na prawdę nie spojrzy racjonalnie i logicznie na swoje posiłki jak są tworzone, oraz z jakich składników się składają.
Dodatkowo jeszcze pokreślę, że na diecie można również wcinać frytki tylko uwaga! Mają być PIECZONE w piekarniku, a nie jak te tradycyjne paskudztwo smażone na głębokim oleju. Szanujmy swoje zdrowie mamy tylko jedno życie.
Moja propozycja obiadowa ziemniaczki z koperkiem+gotowana kura+ ogóreczek kiszony. Łatwo, prosto i na każdą kieszeń. 

Koktajlowy świat.

KOKTAJLE
Kto lubi ?
Przyznawać się bez bicia :)



Koktajle to super alternatywa, na szybkie i sycące śniadanko. Czasami, gdy nie mam czasu na siedzenie w kuchni i przyrządzanie jedzonka to biorę duże naczynie wlewam kefir bądź maślankę, kto jak woli, dodaję dużo ulubionych owoców, które w danym momencie posiadam pod ręką.
Włączam blender, chwila moment kilka obrotów i mam super pyszny posiłek na początek dnia .
Ja jestem szczęśliwa bo zajęło mi to mało czasu, brzusio jest szczęśliwy bo nie zamulam go od samego rana tylko daje mu porządną dawkę energii i witaminek.







Tarta śliwkowa z kokosem. Zamiennik zwykłej kalorycznej tarty.


Pokażę wam, że na diecie można również wcinać smakołyki i nie bać się, że pójdzie  w boczki :)
W tym poście napiszę zmodyfikowany przepis na zwykłą tartę śliwkową.


Składniki:
- 4 łyżki oleju kokosowego
- mąka pszenna i ryżowa po szklance, łącznie 2 szklanki
- 2 łyżeczki sody
- 2 żółtka
- słodzik
- 1 kilogram śliwek
- szklanka wiórków kokosowych
- 0,5 szklanki mąki kokosowej



Przygotowanie: 
3 łyżki oleju kokosowego, mąkę, sodę,żółtka i słodzik zagnieść razem jak przystało na kruche ciasto. Po wyrobieniu odstawić na pół godzinki, aby odpoczęło.
Umyć śliwki i pozbawić je pestek
W osobnej miseczce przygotować posypkę kokosową: 1 łyżka oleju kokosowego, szklanka wiórków kokosowych i 0,5 szklanki mąki kokosowej wymieszać razem, do sypkiej konsystencji.
Przygotować blachę do tarty. Gdy ciasto odpocznie, wyciągnąć z lodówki, rozwałkować i wyłożyć nim blachę. Dno tarty delikatnie nakłuć widelcem, aby pozbyć się powietrza. Następnie ułożyć wcześniej przygotowane śliwki, i posypać całość mieszanką kokosową.
Piec 45 minut w 180 stopniach.
Smacznego.


Efekt końcowy 

Pozostałości po dawnym życiu, czyli zwis skóry.

Często słyszymy, że po kuracji odchudzającej mimo treningów, pozostał zwis skóry.
Ja na szczęście nie zmagam się z tym problemem pomimo utraty tylu kilogramów.
Zawdzięczam to po części pewnie mojemu młodemu wiekowi, i elastyczności skóry, która potrafiła się zregenerować po takim szoku. Jednak to nie wszystko  od samego początku przejścia na dietę, zaczęłam również konsekwentnie dbać, aby przy gubieniu kilogramów nic mi nie zostało w postaci paskudnego efekty ubocznego jakim jest, nadmiar skóry.


Pierwszym krokiem jaki poczyniłam w tym kierunku było, zaangażowanie mojej kochanej mamy, której dziękuję za wsparcie do pomagania mi w domowych codziennych masażach. Podczas masowania, uciskania, lekkiego podszczypywania skóra nabiera elastyczności, ujędrnienia, naczynka krwionośne zostają pobudzone, a wszystko razem daje rezultaty.

Po pewnym czasie, gdy zaczęłam bardziej chudnąć trafiłam przypadkowo przeglądając jakąś tam stronę internetową, już nawet nie pamiętam jaką na body wrapping. Powiem szczerze na początku patrzyłam na to surowym okiem, pomyślałam sobie jakaś folia spożywcza ma mi niby pomóc, ale po dłuższym zaznajomieniu się z tematem i zobaczeniu kilku zdjęć w internecie pomyślałam czemu nie, co mnie nie zabije to mnie wzmocni.

Przy najbliższych zakupach zaopatrzyłam się w zwykłą folię spożywczą i jakiś dobry krem ujędrniający, modelujący, jak dla mnie najlepszy i największy wybór ma firma eveline. Po wieczornej kąpieli i dobrze zrobionym pellingu, nałożyłam zakupiony krem i dosyć mocno owinęłam się folią. Wskoczyłam pod kocyk, puściłam film i cierpliwie czekałam co z tego wyniknie. I powiem wam szczerze z ręką na sercu, że już po pierwszej serii tego zabiegu poczułam różnicę.


Masaże, body wrapping oraz balsamowanie się równymi kremami stosuje do dnia dzisiejszego nie dość, że daje efekty to jeszcze jest przyjemne i dobrze działa, gdy ktoś ma ochotę na odrobinkę relaksu.






Jak wygląda moja dieta -49 kg .

Bardzo często, dostaję pytania typu: Jak zaczęłam ? Na czym polega moja dieta ? Co robię, że udało mi się zgubić 49 kg?

Główną zasadą jaką wyznaję to ograniczenie jedzenia, ja będąc jeszcze małym potworkiem zawsze nie lubiłam jeść dużo na śniadanie, ale za to kolacja musiała być obfita- NAJGORSZY BŁĄD. Teraz to wiem i ostrzegam. Śniadanie jest  najważniejszym posiłkiem w ciągu całego dnia.  Najadanie się na noc nie wróży nić dobrego. Zły sen, duszność, zimne poty piszę to z własnego doświadczenia, szczerze pierwszy raz porządnie się wyspałam po zmianie żywienia. Wcześniej bardziej męczyłam się w nocy niż odpoczywałam.


Na sam początek określiłam sobie jaki mam typ budowy, a wyróżniamy trzy: endomorfik, którym właśnie jestem, zaraz napiszę dlaczego, ektomorfik oraz mezomorfik.

Może wydawać się, że co ma piernik do wiatraka tak samo jak budowa ciała do diety, a no ma i to bardzo dużo. Typ sylwetki każdego z nas ma bardzo duży wpływ na to co powinniśmy jeść i w jakich ilościach oraz jak rozbudowywać sprawność fizyczną. Każdy typ posiada swoje wytyczne odnośnie szybkości metabolizmu oraz zapotrzebowania w różne składniki odżywcze. Jedni mają skłonności do tycia i problemy z ćwiczeniami inni zaś mogą jeść i jeść, a przytycie u nich graniczy z cudem.

Ektomorficy:
Jest to grupa osób o szczupłej budowie ciała i małym obwodzie kości. Charakteryzuje ich smukła sylwetka długie kończyny i wąskie ramiona. Wynika ona z szybkiego metabolizmu, który znakomicie radzi sobie ze spożywanymi kaloriami. Ektomorficy mają problemy odwrotne do endomorfików, trudno jest im utrzymać wysoką wagę, dieta u tego typu ludzi musi być wysokokaloryczna, jednak powinni wystrzegać się fast foodów, słodzonych napoi, słodyczy, które pomimo swojej kaloryczności zmniejszają apetyt.

Endomorficy- mój typ:
Jest to typ człowieka z tendencją do tycia. Charakteryzuje się masywną budową ciała, i grubymi kościami. Metabolizm u takich osób jest znacznie wolniejszy niż u ektomorfików. Najczęściej tłuszcz gromadzony jest w okolicach brzucha, którego bardzo ciężko się pozbyć.

Idealna DIETA, dla endomorfików powinna składać się w połowie z  białka (50%) z 30% węglowodanów i 20% kwasów tłuszczowych najlepiej nienasyconych jak już pisałam w poprzednich postach. Takie osoby powinny unikać również produktów wysoko przetworzonych oraz zawierających cukry proste.
Najlepszą metodą na walkę z otyłością przy takiej budowie jest spożywanie małych posiłków w równych odstępach czasowych co pozwoli przyśpieszyć metabolizm i tym samym spalanie tkanki tłuszczowej, której chcemy się pozbyć.


Mezomorfik:
Charakteryzuje go muskularna budowa ciała, mocno rozbudowany korpus, dużo tkanki mięśniowej i niska zawartość tkanki tłuszczowej. Nie mają tak szybkiej tendencji do tycia jak endomorficy, jednak muszą zwracać większą uwagę na to co jedzą, niż ektomorficy.


Mniej więcej nakreśliłam wam o co chodzi z tą budową ciała i jak ważna jest do osiągnięcia zamierzonego efektu. Jak już wspomniałam ja jestem endomorfikiem mam tendencje do tycia, zresztą co można wywnioskować po tym jaka byłam. Moja dieta to 4 posiłki dziennie śniadanie o godzinie 8-9, drugie śniadanie godzina 11-12, obiad o godzinie 15, kolacja między godziną 18-19. Niektórzy mogą powiedzieć, że mało jednak mi to w zupełności wystarcza i nie wyrządza mi żadnej krzywdy badam się regularnie i jestem zdrowa jak rybka.
Mój dzień w przygotowaniu posiłków kręci się wokół białka do każdego dania muszę dodać coś co zawiera białko mięso, jaja, ryby, nabiał itp. Dzięki temu schudłam, i pozbyłam drugiej Agnieszki, bo -49 kg to prawie połowa mnie.
Dodatkowo sumiennie wyliczam gramaturę spożywanych produktów jak ich kaloryczność.


Mądra dieta i odpowiednia to klucz do sukcesu.




poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Naleśnikowy zawrót głowy :)

Wiele osób wychodzi z założenia, że dieta to tortury i wyrzeczenia.
Nic bardziej mylnego zdrowe jedzenie to nie tylko popularne owsianki, jajecznice,  omlety itp.
Jednym z wielu ciekawych i smacznych pomysłów na śniadanie mogą być chociażby naleśniki, które uwielbiam, zresztą pewnie nie tylko ja za nimi szaleje. Jednak typowe naleśniki kojarzą się z pokładami kalorii, które nie sprzyjają diecie.
Pokażę wam jak szybko, łatwo można zmienić normalne przepisy, którymi posługują się nasze kochane mamy i babcie, w zdrowe jedzonko bez wyrzutów sumienia.


Podam wam kilka przepisów w osobnych postach, które metodami prób i błędów stworzyłam w swojej kuchni. :)


Naleśniczki Białkowe

Składniki:  
-110 ml mleka 0,5%
- całe jajko
- 4 białka
- mąka pełnoziarnista żytnia 2 łyżki
- słodzik ( ksytlitol lub stewia)
- 1 łyżeczka sody do pieczenia.
- 1 łyżeczka oleju kokosowego lub z pestek winogron ( w momencie, gdy ktoś nie posiada patelni, która nie przywiera)

Przyrządzenie: 

Mleko, jajko całe, sodę, i słodzik zmiksować razem. Osobno w miseczce ubić białka jajek na sztywną pianę. Po ubiciu dodawać na zmianę białka i mąkę do wcześniej zrobionej masy delikatnie miksując.
Smażyć na suchej patelni, ewentualnie delikatnie posmarowanej olejem z obu stron na rumiany kolor.
Z podanych składników wychodzi 4 naleśniczki.
Smacznego !



Najlepszy trening na sam początek: CARDIO. Walczymy z tym tłuszczem.!

Trening Cardio jest bardzo dobrym pomysłem, jeżeli Twoim głównym celem jest zgubienie zbędnych kilogramów. Trening ten ma na celu  zredukowanie masy ciała,  oraz zwiększenie wytrzymałościowe.  Ćwiczenia powinny być wykonywane tak, aby zaangażować jak największą partię mięśni. Dodatkowo do osiągnięcia efektów przy wykonywaniu cardio ważna jest zrównoważona i mądra dieta. Pamiętaj, że same ćwiczenia to nie murowany sukces, ważne jest również Twoje podejście do całej sprawy, nastawienie psychiczne jak i samozaparcie. Najlepiej, gdy wyznaczysz sobie cel, do którego będziesz uparcie dążyć.  Należy pamiętać, również o tym aby ćwiczenia wykonywać regularnie inaczej o efektach będziemy mogli tylko i wyłącznie pomarzyć . Na samym początku radziłabym ćwiczyć trzy razy w tygodniu po pół godziny, poprzedzając trening około 10 minutową rozgrzewką, która pozwoli nam na rozgrzanie mięśni i zmniejszenie ryzyka nabawienia się kontuzji.
Najważniejszymi zasadami podczas treningu cardio jest prawidłowe utrzymanie dotlenienia organizmu. Podczas ćwiczeń, należy regularnie i głęboko oddychać. Wiele osób zapomina o prawidłowym oddechu podczas ćwiczeń, co za tym idzie tkanka tłuszczowa spalana jest o wiele wolniej niż przy prawidłowym oddechu.Aby wprowadzić odpowiednio tlen do organizmu, który wspomaga procesy spalania tłuszczu, zaleca się wykonywać ćwiczenia dokładnie i umiarkowanie, liczy się jakość, a nie ilość. Należy dodać, że trening cardio to nie tylko super ćwiczenia odpowiednie dla osób chcących zgubić zbędne kilogramy, jak naturalny lek, który możemy sprawić sobie dosłownie za darmo, wspomaga on przepływ krwi przez naczynia krwionośne, dzięki czemu zapobiega odkładaniu się złogów cholesterolu na ściankach tętnic i żył.
Trening Cardio jest o tyle fajnym rozwiązaniem dla osób, które nie chcą lub nie mogą chodzić na siłownie. Owy trening można spokojnie wykonywać w domowym zaciszu,bądź na świeżym powietrzu.  Spokojnymi i najlepszymi na sam początek ćwiczeniami mogą okazać się jazda na rowerze, jazda na rolkach, basen, marszobieg, jogging, taniec, fitness, skakanie na skakance, rowerek, przysiady z wyskokiem i wiele, wiele innych ćwiczeń, które można spokojnie naleźć na internecie.  Z czasem najlepiej dodawać po 5 minut do przyjętego czasu treningu.

Małe wskazówki co do zmiany nawyków żywieniowych.

Hmm... zmiana nawyków żywieniowych, dla wielu osób już na samą myśl, jeży się włos na głowie. O czym ona mówi ? Od czego zacząć?

Wielu osobą wydaję się, że zmiana nawyków to grubsza sprawa. Nic bardziej mylnego wystarczy odrobinka chęci i czasu aby czytać etykiety na produktach, niby nic, a jednak bardzo ważna sprawa. 

Dodatkowo mały remanent w naszym codziennym jadłospisie i mamy jako tako gotową dietę. Odrzucamy kilka syfów, dodajemy produkty pełnowartościowe i ruszamy w drogę po nowy wygląd. 

Opiszę wam w kilku punktach na co warto zwrócić uwagę, co usunąć, a co dodać . 


Gotowi ? 

Moi drodzy zapamiętać proszę, że dieta to 70% sukcesu, reszta to ćwiczenia, aby efekt był piorunujący. Zawsze powtarzam, że jesteś tym co jesz. I to jest prawda ciało to odzwierciedlenie Twojego talerza i lodówki. Okrutne, lecz prawdziwe. 

1) Dla mnie samej pierwszym i najważniejszym miejscem jakie zajmuje jest wyżej wspomniane czytanie etykiet zawartych na produktach, i wcale nie musi to zajmować ogromu czasu wystarczy, że spojrzymy na najważniejsze dane zawarte między innymi spójrzmy na cukier- wróg numer jeden. Jeżeli na danym produkcie cukier został umieszczony na pierwszym miejscu, natychmiast odstaw owe ,,cudo" z powrotem na półeczkę i poszukaj czegoś zdrowszego. Wielu z nas myśli, że cukier zawarty jest w największych ilościach w słodyczach owszem racja, jednak inne produkty również mogą pochwalić się jego obecnością w swoim składzie np. nabiał do wielu produktów pochodzenia mlecznego dodawany jest cukier, który zabija cenne dla nas minerały w tym wypadku wapń, który jest cenny dla naszego organizmu.

2) Skoro już poruszyłam kwestię nabiału, więc dokończę. Wybierając nabiał, który ma pomóc w gubieniu zbędnych kilogramów sięgajmy po naturalne produkty takie jak jogurt, maślanka, kefir, mleko najlepiej świeże pasteryzowane, ono jest poddawane obróbce termicznej jednak w mniejszej niż te powszechne mleko UHT. Jak wiemy temperatura również zabija cenne wartości. Jednak, żeby nie być obłudną, można spożywać różnego rodzaju jogurty smakowe, tylko trzeba pamiętać, żeby były słodzone naturalnymi owocami, a nie wspomagaczami smaku. 

3) Kolejnym ważnym krokiem jaki musimy poczynić jest kategoryczna rezygnacja z tzw. gotowców, od których uginają się wręcz półki sklepowe. Zanim wyciągniesz rękę po ten syf zastanów się, co w tym ,,pysznym" obiadku musi być, skoro może on tyle czasu leżeć na półce i czekać, aż zostanie kupiony i spożyty. 


4) Ograniczenie soli to następny punkt na mojej liście. Również ważna sprawa, niby taka sól małe białe ziarenka, które dodają smaku wielu potrawom jednak potrafią wyrządzić szkody w naszym organizmie.  Przez sól dochodzi do częste i jakże znanego problemu jakim jest zatrzymanie wody, cellulit wody. Przez takie zjawisko czujemy się bańka. Nie musimy rezygnować z niej kategorycznie, gdyż zawarta jest w prawie wszystkich dostępnych produktach, kiszonkach, wędlinach, pieczywie.  Jednak samo ograniczenie jej w kuchni podczas przygotowywania posiłków, pozwoli na odczucie zmian, nasze kupki smakowe zostaną wyczulone na inne smaki, a potrawy staną się zdrowsze. 

5) Tłuszcze zwracajmy uwagę na tłuszcze, a na pewno najbardziej czytajmy składy produktów, które je zawierają i skupiajmy się na tłuszczach nasyconych- te należą do złej grupy, która najczęściej odkłada się jako cholesterol i gromadzi się na brzuszku w postaci oponki znienawidzonej oponki.  Na rynku jest wiele produktów nadających się do bezbolesnego spożycia. 

6) Najlepszym rozwiązaniem będzie, również zamiana tłustego mięsa na chude i zdrowe. Do idealnych mięs zaliczane są chociażby wołowina czy drób, mają one również wysoka zawartość białka pochodzenia zwierzęcego, a jak myślę większość osób wie białko potrzebne jest do budowania tkanki mięśniowej.

7) Zmiana spożywanego pieczywa z białego na ciemne. Białe pieczywo nie posiada, żadnych wartości odżywczych dobrych dla naszego organizmu. 

8) Odrzucenie wszelakich napoi, jakie dostępne są na rynku. Spożywamy jedynie 100% soczki, które nie mają w sobie tonu cukry i innych chemicznych substancji jakie potrzebne są do utrzymania długiego terminu spożycia owego produktu. 

 

Hmm... myślę, że chociaż troszkę ułatwiłam wam drogę do nowego życia tymi wskazówkami. Niby nic, kilka punktów, a stosowane i przestrzegane sumiennie potrafią zdziałać cuda.  





 

Kim jestem ? Już wszystko wyjaśniam :)

Witam kochani :)

Serdecznie witam. Nazywam się Agnieszka mam 22 lata i jestem samoukiem w dziedzinach zdrowego żywienia, sportu, diety itp. Ukończyłam studia z bezpieczeństwa narodowego.  
Jak już pisałam w poprzednim poście, jestem osobą która zmagała się z ogromną nadwagą. Moja obecna waga to 53 kg przy wzroście 163. Pokonałam zbędne kilogramy jak i nadmiar skóry, który zawsze zostaje po takiej kuracji. Informuję również na wstępie, iż nie posiadam żadnego wykształcenia w zakresie dietetyki, suplementacji, treningów itp. Wszystko co stosuję to jedynie odpowiednie rozumowanie przekazywanych słów, porad przez inne osoby, jak i przede wszystkim odpowiednie poznanie swojego organizmu, jego zapotrzebowań, które są kluczem do osiągnięcia wymarzonego celu. Oszalałam na punkcie zdrowego jedzenia, treningów, diety. Do tej pory motywowałam, pomagałam, doradzałam, innym osobą poprzez profil na instagramie. Jednak dzięki miłym słowom, wsparciu wielu osób jak i mojego ukochanego postanowiłam poszerzyć moją motywację o bloga.  Mam nadzieję, że pomogę, doradzę i wesprę nim nie jedną osobę.  
Obecnie tak wyglądam mam nadzieję, że moja przemiana pokaże wielu osobą, że wszystko można osiągnąć.! Liczą się chęci.!


niedziela, 7 sierpnia 2016

Kim Byłam ? Mały skrót, mojego poprzedniego życia.

Kim Byłam ?


Na pewno zastanawiacie się kim jest ta dziewczyna ? Co ona tutaj robi ? Po co to wszystko ?. Tak więc już odpowiadam. Byłam kiedyś jedną z wielu osób, które zmagają się z nadprogramowymi kilogramami. W dzieciństwie byłam szczuplutkim dzieckiem do momentu usamodzielnienia się, wraz z nim zaczęły się schodki, na które nikt nie zwracał uwagi przecież byłam dzieckiem, zresztą nikt też nie brał pod uwagę, że rozwinie się to w nadwagę. Gdy sama zaczęłam się ,,obsługiwać" w kuchni podczas przygotowywania sobie posiłków, nie zwracałam uwagi na to co jem i ile jem, gdy się ma 8 lat nie myśli się o zdrowym odżywianiu itp. Zaczęłam szybko przybierać na wadze, rówieśnicy w szkole dokuczali, rodzice oczywiście też próbowali zmienić moje nawyki jednak moje zdanie zawsze było dla mnie ważniejsze. Dodatkowo mam dość osobliwy temperament i nie lubię jak ktoś mi narzuca co mam robić.  Kochałam jeść i nadal kocham jednak teraz to już inna miłość o niej opowiem w innym poście. W wieku 13 lat ważyłam ponad 80 kg przy wzroście 163 cm. Nosiłam spodnie w rozmiarze 44. Nienawidziłam swojego wyglądu, patrzenie w lustro sprawiało mi wewnętrzny ból jednak mimo to dalej zatracałam się w jedzeniu. Szydercze słowa ,,znajomych twarzy", śmiech, drwiny pogłębiały tylko mój problem. Twierdziłam, że nie ma sensu nic robić z sobą, jestem jaka jestem i taka już zostanę. Wszystko ciągnęło się, aż do 16 roku życia z wynikiem ponad 100 kg na wadze i rozmiarze spodni 48... Skończyłam gimnazjum, nadszedł czas by wybrać liceum, nowy etap w życiu, nowi ludzie, znajomi. Właśnie rozmyślanie o tym nowym etapie, spowodowało iż jednego pięknego wakacyjnego dnia nastąpił przełom w moim życiu, stwierdziłam że nie mogę tak dalej żyć. Koniec z ,,grubym pulpecikiem'', ,,wielorybem" itp. Natychmiast odrzuciłam tłuste jedzenie, jakimś cudem kompletnie straciłam na nie ochotę, nie mogłam patrzeć na potrawy ociekające tłuszczem. Zaczęłam czytać różne strony internetowe, porady, blogi, aby dowiedzieć się jak najwięcej o zdrowym i mądrym żywieniu. Na początku błądziłam w temacie diety jak małe dziecko, nie wiedziałam co z czym łączyć, co jeść, a co nie, na co zwracać większą uwagę, a co pomijać. Jednak byłam założenia, że nie ma ludzi idealnych i nikt nie jest alfą i omegą, kiedyś w końcu dojdę do odpowiedniego poziomu ze swoją wiedzą. Swoją walkę zaczęłam 11 lipca 2010 roku, ta data jest dla mnie osobistym świętem. Początki były trudne organizm się buntował, słabł, domagał się poprzedniego jedzenia, jednak nie poddałam się ani razu zawsze podczas kryzysu oglądałam swoje zdjęcia, albo przypominałam sobie nie miłe i bolesne sytuacje z moim udziałem, dawały mi kopa do działania. Pierwsze miesiące opierałam jedynie na zmianie żywienia, mniejsze porcje, zdrowsze posiłki, określenie godzin, wyliczanie kalorii z czasem, gdy organizm zaczął się pomału przyzwyczajać do zmian, wprowadziłam lekkie ćwiczenia typu rower, spacer, taniec, skakanka. Dodam również, że dieta była i jest wyłącznie moją nabytą wiedzą, nie korzystałam z pomocy dietetyków, trenerów i siłowni. Mniej więcej już wiecie kim byłam, to jest ogromny skrót mojego poprzedniego życia. Jednak pamiętajcie, że główną zasadą, która prowadzi do zmian jest umysł. Aby coś osiągnąć zewnętrznie, najpierw trzeba zacząć zmieniać wnętrze.!Więcej informacji, będę zamieszczać w kolejnych postach.  
Mała prezentacja co was czeka, śledząc mojego bloga.